Zdrowie

Mieszkanka Krakowa ambasadorką akcji oddawania szpiku DKMS

Tatuaż nie jest przeszkodą w zostaniu dawcą szpiku. Mało tego, dawcy często upamiętniają tatuażem, to, że uratowali czyjeś życie. Obalając mit związany z tatuowaniem, przedstawiamy sylwetkę bohaterki. Dominika Sarlińska z Krakowa oddała swoje komórki macierzyste i uratowała życie. Teraz opowiada, że tatuaż upamiętniający to, co zrobiła jest częścią jej ciała, podobnie jak noga na której się znajduje.


Kiedy otrzymałaś telefon z Fundacji DKMS, że ktoś potrzebuje Twojej pomocy – wahałaś się? Miałaś jakieś obawy czy byłaś pewna, że to dobra decyzja?

Dominika Sarlińska: Fundacja też mi zadała to pytanie. Poinformowała z czym wiąże się pobranie komórek macierzystych, że najpierw będą testy krwi, a później bardziej zaawansowane badania. Czy jestem tego świadoma i nadal chcę.

Rejestrując się w bazie nie wiedziałam tego wszystkiego. Nie wiedziałam do końca z czym się wiąże zostanie dawcą. Ale wahania nie było na żadnym etapie. Podjęłam decyzję, że jeśli znajdzie się osoba potrzebująca, to oddam szpik, więc się tego trzymałam. To wynika z mojego charakteru, jestem konsekwentna.

Jak wyglądało pobranie komórek macierzystych?

Powiedziano mi, że będę oddawać komórki macierzyste w dwóch turach, przez dwa dni. Tego dnia weszłam do szpitalnej sali i zobaczyłam, że wolny jest tylko fotel, a nie łóżko. Od razu wiedziałam że będzie mi niewygodnie. I to przez 7 godzin. Ale okazało się, że szybko zapomniałam o fotelu. Pomogły mi adrenalina i myśli, że po miesiącach badań i oczekiwania to się już dzieje. Skupiałam się na tym, że muszę ściskać piłeczkę. Potraktowałam to zadaniowo: jestem tu, żeby pomóc i skończę kiedy skończę. Na szczęście naprodukowałam tyle komórek za pierwszym razem, że nie musiałam już oddawać drugiego dnia.

Czy od razu wiedziałeś komu pomogłeś?

Sto dni to czas, po którym przekonujemy się, że szpik nie został odrzucony przez biorcę. U mnie wypadło na Mikołaja i to był najcudowniejszy prezent dla mnie. Widziałam już wtedy na pewno, że kobieta, z Wielkiej Brytanii, po 50. roku życia będzie żyła dzięki mojemu szpikowi. Pomyślałam wtedy, że kiedyś mogłybyśmy porozmawiać, bo mówię płynnie po angielsku i pracowałam wtedy w brytyjskiej firmie. Wiele osób w pracy też jest z wysp i w podobnym wieku, więc byłam obyta ze stylem mówienia osób stamtąd. Niestety nie mamy kontaktu, ale dobrze rozumiem dlaczego.

Jakie to uczucie podarować komuś życie?

Niesamowite! Mimo, że nie poznałam siostry genetycznej. Jesteśmy genetycznie podobne a teraz jeszcze dodatkowo połączone. Bardzo przeżyłam to że ona przeżyła dzięki mnie. Emocje towarzyszą mi cały czas, pojawiają się nie tylko kiedy wspominam, ale w reakcji na wszelkie publikacje na temat bycia dawcą szpiku, a nawet kiedy widzę billboard DKMS-u.

Gdyby ona chciała potrzebowała jeszcze czegoś to ja jestem cała dla niej.

Czy to wyjątkowe uczucie udaje Ci się w pewnym sensie zatrzymać przy sobie poprzez tatuaże?

Tatuażu nie zrobiłam od razu. Musiałam do tego dojrzeć. W końcu stwierdziłam, że jestem gotowa, że fajnie byłoby mieć puzzle na ciele (poprzednie logo DKMS i symbol dopasowania dawcy z biorcą – przyp. red.). Chwalę się nim i jestem dumna, że oddałam szpik. Mam tatuaż, który to upamiętnia i opowiadam ludziom o jego znaczeniu, jeśli tylko mnie zapytają. On jest częścią mnie i ja już go tak nie widzę jak inni, nie rzuca mi się w oczy. Podobnie jest z faktem, że oddałam szpik. Gdyby była taka potrzeba, to oddałabym szpik drugi raz.

To teraz pytanie, które może pomóc innym w podjęciu decyzji o rejestracji w bazie. Co boli bardziej – zrobienie tatuażu czy oddanie komórek macierzystych?

Szpik miałam pobierany obwodowo, ale bolało tyle co wbicie igły. Ja nie mam problemu z igłami, więc mnie nie bolało w sumie wcale. Jednak tatuaż bolał bardziej na początku.

Co powiedziałbyś osobom, które się wahają i nie są pewne, czy zarejestrować się w bazie Dawców szpiku?

Niech poczytają dobrą literaturę na ten temat, albo publikacje na stronie DKMS. Są cudowne artykuły na temat dawstwa szpiku. Jeśli ktoś po lekturze nadal się waha, to niech porozmawia z kimś, kto oddał szpik. To pomoże podjąć decyzję, bez względu na to czy na tak, czy na nie. Ważne, żeby świadomie. Nie zachęcam do rejestrowania się spontanicznie, to nie o to chodzi.

Koronawirus w Krakowie
Tagi
Kraków Portal

Kobieta w Krakowie

Portal dla kobiet w Krakowie - zdrowie, uroda, biznes, dom, rodzina, macierzyństwo, prawo, podróże, psychologia - wydarzenia i konkursy

Przeczytaj również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *